Święto jogi, to tylko pretekst…

Miało być tylko kilka zdań, bo Międzynarodowy Dzień Jogi, to dobra okazja, żeby się przypomnieć. A jak już popłynęłam w słowach, to zrobiło się długo. Ale jeśli masz wolne pięć minut, to przeczytaj. Jest trochę refleksji, motywacji i coachowania. Są też prawdziwe historie kobiet, które praktykując jogę, mikrodozują dobrostan.

Czy uważam, że joga to najlepsza ścieżka do osiągania dobrego i spełnionego życia? Dla mnie tak, choć metod jest wiele, trzeba tylko do nich dotrzeć.
Ale tak naprawdę chcę Ci pokazać, że masz w sobie moc, by zmieniać życie na lepsze, o ile to, którym żyjesz teraz, nie jest fajne. I chcę Cię przekonać, że zmiany są mniej niebezpieczne, niż Ci się wydaje.

Będę przypominać, mówić i pisać, że joga jest dla wszystkich.

Nieliczone wyjątki też znajdą coś dla siebie. Bo joga, to nie tylko ćwiczenia fizyczne, ale też praca z oddechem i umysłem. Stymulując ciało ruchem, dajesz więcej energii mięśniom, wzmacniasz je i uelastyczniasz, Twój oddech staje się głębszy i spokojniejszy, myśli łagodnieją, a umysł się wycisza.
Zauważ, że ten prosty mechanizm nie ma nic wspólnego z religią, czy ezoteryką, to czysta fizyka. Bo ciało, umysł i oddech nie są odrębnymi bytami, wpływają na siebie bezustannie.
A joga to proste narzędzie, które pomaga łatwiej ogarniać deficyty życiowe, czy to mentalne, czy fizyczne. Badania naukowe rozkładają to na czynniki pierwsze i dowodzą, że tak właśnie jest.

Dlaczego więc tak niewiele osób korzysta z tej prostej recepty na dobrostan?
Przyczyn jest mnóstwo, chociaż prawdziwych przeszkód mniej, niż Ci się wydaje. Większość powodów, jak np. sposób patrzenia na rzeczywistość, brak konsekwencji czy odwlekanie działań, jest zależna od nas samych.

Bo my ludzie, zwykliśmy szukać szczęścia na zewnątrz. Czy to w opinii innych, czy poprzez osiąganie wysokich pozycji społecznych i zawodowych albo w posiadaniu tego, czy tamtego.
Tymczasem zapominamy, a czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, że prawdziwy dobrostan możemy zbudować tylko my sami. Że to od naszej opinani o tym, czy tamtym, od naszej oceny zdarzeń czy od naszych decyzji zależy, w jakim miejscu jesteśmy.

Często zrzucamy winę na pecha, brak zdrowia albo czasu. Siedzimy przez wiele lat zakotwiczeni w jakimś miejscu i czekamy. A narzekanie, użalanie się i wybrzydzanie, to zwykła strata czasu i energii. Nie ważne, czy to dotyczy nielubianej pracy, partnera, czy robienia jogi. Jeżeli nie zmienisz pracy, nie wyrwiesz się z toksycznej relacji, nie poćwiczysz jogi, nic się nie zmieni.

I wiem, że te zmiany nie są ani proste, ani łatwe. Co więcej, nie gwarantują, że będzie lepiej. Ale tego nie dowiesz się nigdy, jeżeli zastygniesz w starym i nie ruszysz się z miejsca.
Piszę o tym, dlatego że sama znam smak porażki. Też dopadały mnie różne kryzysy, dołki, czarne dziury, też dokonywałam chybionych wyborów. Ale nie byłabym dzisiaj w tym miejscu, gdybym tylko czekała i nic z tym nie robiła. Nie spotkałabym tylu wartościowych i mądrych ludzi, nie prowadziłabym bloga, nie uczyłabym jogi.

To wszystko wymagało wyrzeczeń, pracy i wzięcia odpowiedzialności za własne decyzje.
Ale było warto, choćby po to, żeby doświadczać, poznawać i uwolnić się od przekonania, że “jak Cię widzą tak Cię piszą”.

I wiesz co, jeżeli masz obawy i wątpliwości, bo każdy je ma, nie podejmuj od razu radykalnych decyzji. Zastosuj metodę małych kroków, oceń swoje zasoby i możliwości, stwórz bufor bezpieczeństwa. To bardzo ważny etap, nie lekceważ tego. Ale działaj, nie stój, nie czekaj na lepszą pogodę, następny tydzień czy promocję. Jak ruszysz z miejsca, znajdziesz też sposób na realizację celów. Zaufaj sobie.

Wielu osobom pomogła joga.

Wczoraj na zajęciach, właśnie przy okazji święta jogi, zapytałam moje uczennice, co im daje joga? Dlaczego np. w zimowe popołudnie, kiedy wracają z pracy to, zamiast zalegnąć na kanapie z książką lub z kubkiem ciepłego kakao przed telewizorem, jadą przez całe, czasem zakorkowane miasto, żeby poćwiczyć jogę? Albo w upalny wakacyjny dzień, zamiast uciec nad jezioro, wybierają salę jogową?

A o swojej jogowej drodze mówią…

Aneta* praktykuje od 3 lat. Uczęszcza na zajęcia regularnie, czasami 2 razy w tygodniu. Opowiedziała mi, że zanim trafiła na jogę, odwiedzała lekarzy różnych profesji, zmagała się z bólem karku i pleców. Lekarze uznali, że ma RZS i nie da się z tym nic zrobić, że tylko tabletki mogą złagodzić cierpienie. Szukała alternatywnych rozwiązań w gabinetach fizjoterapeutów. Masaże pomagały na chwilę, ale napięcie mięśniowe powracało jak bumerang. Masażystka bezradnie rozkładała ręce.
Dzisiaj z prawdziwą radością mówi o tym, jak bardzo polepszył się jej komfort życie. Ból ustąpił po kilku miesiącach, a ona odstawiła tabletki. Ciało się wzmocniło, nastąpił ogromny progres w ruchomości stawów.
Dodam tylko, że Aneta ma bardzo stresującą pracę, której nie chce zmienić, żeby nie stracić stabilizacji finansowej.
Tak, to są te trudne wybory. Wszak nie żyjemy w sterylnej atmosferze, ale Aneta znalazła sposób, żeby złagodzić negatywne skutki środowiska, w którym pracuje. Sama podkreśla, że zajęcia jogi bardzo ją wyciszają, uwielbia relaks.

Ania*, właśnie świętowała 1 rocznicę uczestniczenia w zajęciach jogi. Pierwsze spotkanie z jogą miała na wakacjach. Praktyka we włoskim klimacie, nad brzegiem morza spodobała się jej tak bardzo, że po powrocie do Polski postanowiła kontynuować.
Ania miała sporo niefajnych doświadczeń, traum i lęków do przepracowania. Joga pomogła jej odkryć te obszary w ciele, gdzie gromadziły się trudne emocje. W jej przypadku joga wzmocniła psychoterapię i pomogła w wyjściu z depresji.
Ania stała się radośniejsza i ceni sobie przede wszystkim równowagę i spokój, który zagościł w jej umyśle.

Kasia* chodzi na zajęcia dość systematycznie, choć bywają dłuższe przerwy, z uwagi na charakter pracy i inne obowiązki.
Lubi dużo mówić, jest dynamiczna i ruchliwa. Chodzi na lekcje tańca i tam uwalnia endorfiny. Dla niej joga potrzebna jest, żeby zsynchronizować stan równowagi, wyciszyć zgiełk w umyśle i pomóc wyhamować. I to się dzieje na macie.

Monika* uprawia jogę od kilku lat. Jest bardzo dociekliwa, lubi wiedzieć, czy dobrze ustawia się w asanach i jakie działanie terapeutyczne mają poszczególne ćwiczenia. Ceni sobie stabilność na zajęciach, ale też chętnie otwiera się na poznawanie i odkrywanie nowych możliwości, jakie dają modyfikacje w pozycjach.
Sama mówi, że chociaż kocha aktywność, nie umie się zmotywować do samodzielnej pracy. Nie pomaga nawet mata rozłożona w centralnym punkcie mieszkania. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego, żeby ją zignorować. A grupa ją motywuje

Grażyna, czyli ja… Powiem tylko tyle, że od czasu, kiedy stanęłam pierwszy raz na macie, zmieniło się tak wiele, że ten wątek wymaga osobnego posta.

Znam więcej takich osób i zachwycam się nimi bezustannie. Bo historie tych ludzi, choć tak bardzo różne, pokazują, że na wszystkie życiowe deficyty istnieje jakiś sposób we wszechświecie.
W szukaniu rozwiązań blokują nas najczęściej nasze własne przekonania. Tymczasem nie ma znaczenia, na jakim etapie życia jesteś, ile masz lat i czym się zajmujesz. Nie ma znaczenia, jaki cel chcesz osiągnąć, może chcesz znaleźć miłość swojego życia, przebiec maraton albo zostać nauczycielem jogi.
Sięgaj wysoko i nie przejmuj się opinią innych. Zacznij działać, teraz.     

*Imiona koleżanek zostały zmienione na potrzeby tego wpisu.

Więcej wpisów o jodze znajdziesz tutaj

Na zajęcia praktyczne zapraszam do Szkoły Jogi Katarzyny Szyńskiej. To naprawdę miejsce wyjątkowe pod każdym względem. Przyjdź, zobacz i zostań z nami.

O wewnętrznej sile i sprawczości słów kilka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *